poniedziałek, 21 kwietnia 2014

3.Jeśli chcesz poz­być się człowieka uczyń to własną in­te­ligen­cją a nie groźbą.

 Obudził mnie hałas dochodzący z łazienki.Zauważyłam,że łóżkoo obok mnie jest puste więc stwierdziłam,że Casidy poszła się wykąpać i najzwyczajniej w świecie znów o coś się potknęła.Odgarnęłam z oczu włosy i spojrzałam na zegarek.Dochodziła 6 więc najwyższy czas aby ruszyć swoje cztery litery z łóżka.
 Informacje jakie wczoraj przekazała nam Serafina nie dały mi spać tej nocy.
 Kto atakował Instytuty?
 Dlaczego?
 Po co?
 Jaki miał w tym interes?
 Co działo się z uczniami?
 Ilu zginęło?
 Kto ocalał?
 Co na to Szarat?
 Te pytania krążyły mi po głowie i nie dawały spokoju.
Siedziałam przez chwilę na łóżku po czym stwierdziłam że to już naprawdę pora aby się ruszyć. Podniosłam się nieprzytomnie i uczesałam włosy. W pewnym momencie usłyszałam poważny huk i dźwięk otwieranych drzwi.
-Nic ci nie jest?
-Nie.-mruknęła Casidy ubrana w <KLIK>.Szczerze to zdziwiłam się,że złożyła tak wysokie buty.Cały czas się o coś potykała a w tych butach to chyba się zabije.
 -Casidy...te buty...zważając a to,że ciągle się potykasz...Czy to na pewno dobry pomysł?-jąkałam się nie chcąc by obrzuciła mnie swoim lodowatym i pełnym tajemnic wzrokiem.
 -Mhmm.-znów odpowiedz była oczywista i prosta.
 Pozwoliłam by ciepła woda obmyła moje ciało ze zdenerwowania jakie otulało moje ciało.Stwierdziłam,że dawno nie widziałam się z Jaiem i powinnam spotkać się z nim po lekcjach.Stęskniłam się za nim i brakowało mi jego ciepłego głosu i życzliwego uśmiechu.Tak.W stu procentach musiałam się z nim spotkać i nacieszyć.
 Ubrałam się w <KLIK> i kiedy wyszłam z łazienki Casidy już nie było.Tylko sterta powywracanych i leżących na podłodze rzeczy jakie musiała pokonać dziewczyna by wydostać się na korytarz.
 Szczerze to zastanawiała mnie jej osoba.Prawie nic nie mówiła oprócz tego swojego dźwięcznego "Mhmm" ,który powoli zaczynał mnie denerwować i ciągle potykała się o coś jak dużego jak krzesło czy łóżko.Coś mi w niej nie pasowało.Ale uratowała mnie i Tori.Jej styl walki był...imponujący.Nawet Harry tak nie walczył.
 Nim się obejrzałam była już za pięć ósma.Jak ja tak długo mogłam siedzieć w łazience?!Szybko wzięłam jakąś torbę.
 Na korytarzu spotkałam Tori,która wyglądała już jak gdyby nigdy nic jej się nie stało.
 -Hej.-powitała mnie przyjaźnie.-Słyszałam,że masz nową współlokatorkę.
 -Ta.-przyznałam niechętnie.
 -Co?
 -Jest dość...specyficzna.
 -Ale kto?-dobiegł mnie głos Jai'a.
 Poczułam jego rękę na swojej tali a po chwili również usta ciepło otulające moje.
  -A więc...-odkrzyknęła Tori zakłopotana.-To może już się zbierajmy?
 Dotarło do mnie że kolejna lekcja to Zajęcia Sprawnościowe (ZS). Udaliśmy się w stronę szatni i po chwili się rozdzieliliśmy.
-Co dziś robimy? - spytałam zrezygnowana.
- Shay mówiła że będziemy walczyć. Przygotowują nas na wypadek ataku na szkołę.-odparła Tori,patrząc na Beau.
-Szybko zaczęli. -Zauważyłam po czym weszłyśmy do szatni. Było już w niej kilka dziewczyn, które się przebierały.
Odłożyłyśmy torby i założyłyśmy stroje, przeznaczone do walk. Po tym udałyśmy się na salę. Spostrzegłam że jest tam już Casidy i się rozciąga. Musiałam przyznać-była szybka.Obok niej stała Shay mówiąc coś na co brunetka nie za bardzo reagowała.
 Kiedy nauczycielka nas zobaczyła kazała nam się ustawić w szeregu i przekazała informacje.
 -Dobrze.Pewne każdy z was wie co się teraz dzieje na świecie.Musimy się przygotować i być czujni aby i naszego kochanego Instytutu nie pogrążyć w wiecznym chaosie.Tak więc mamy ze sobą trzy godziny treningu.Mam nadzieję,ze potraktujecie go poważnie a nie jako zabawę.Casidy.-zawołała dziewczynę,która tylko przekrzywiła głowę w bok nadal stojąc tyłem do niej.-Pokażesz z Harrym o co chodzi.
 Loczek podszedł do nauczycielki a Casidy nie ruszyła się nawet o krok.
 -Nie chce mu zrobić krzywdy.-rzekła stanowczo.
-O mnie się nie martw. - prychnął Harry, co pod jarzyło Casidy.
-Ustawcie się! -Rozkazała nauczycielka. Oboje niechętnie wykonali rozkaz. Zajęli pozycje i po gwizdku nauczycielki zaczęli walczyć. Musiałam przyznać, choć na początku wyglądała na niezdarę, potrafiła walczyć. Z łatwością pokonała Harrego.Harrego!Chłopaka,którego nie mógł pokonać żaden z uczniów w tej szkole!
-Chłopcze, twoja walka zawiera wiele niedociągnięć. Ale nie jest źle.Musisz poćwiczyć. - powiedziała nauczycielka.
-Rozumiem. - mruknął Harry,kiedy dziewczyna siedziała mu na brzuchu.
 Zeszła z niego i pomogła mu wstać.Jej twarz nada była zaciśnięta ze złości a adrenalina jeszcze nie ustąpiła.
 -Casidy pomożesz innym?-zapytała Shay.
  Kiwnęła głową i spojrzała na nas.Jeśli to można było nazwać spojrzeniem.Ciarki przechodziły mnie kiedy tak patrzyłam w jej oczy.
 Lekcje ZS minęły szybko i ciężko jednocześnie.Wszyscy byli zmęczeni ale nie Casidy.Przebrała się w mgnieniu oka i wyszła z szatni nim ktokolwiek zdążył zamienić z nią słowo.
 -Nie należy do duszy towarzystwa.-stwierdziła jedna z uczennic,plotkując z drugą.
 -Słyszałam,że to córka Kapłanki.-mówiła druga.
 -No coś ty!
 Przewróciłam oczami i wszyłam razem z Tori na korytarz gdzie czekali na nas Jai,Harry,Mickey i Logan.
 -Jak się czujesz?-zapytała Tori.Od razu na jej twarzy wkradł się złośliwy uśmieszek.
 -A jak mam się czuć?-odparł Harry.
 -No wiesz...Przegrałeś..z dziewczyną.-wybuchła śmiechem na co Loczek spiorunował ją wzrokiem.Nie lubiłam kiedy na wzajem nabijali się z siebie.
 -A ja słyszałem,że przegrałaś o górowanie z Beau jak uprawiałaś z nim seks.-odciął się.
 Dziewczyna zastygła w miejscu i popatrzyła się na niego jak by chciała go rozszarpać.
 -No to ten tego...-zaczęłam.-Szkoda,że musicie to przerwać.Mamy do przejścia pół szkoły a wiecie jak Finn nie lubi spóźnialskich.
 Poszliśmy do sali w.której zobaczyłam Casidy siedzącą gdzieś z tyłu klasy.
 -Dobrze zaczynamy.-oznajmił nauczyciel,kiedy zajęliśmy swoje miejsca.
 Wykład zaczął się zwykłą paplaniną gdy ktoś zapytał.
 -Mówi Pan,że każda istota jest podporządkowana swojej Radzie...najstarszych.-spojrzałam za siebie by zobaczyć kto zadał pytanie.Był nim jakiś słabo mi znany chłopak.Miał na imię Don.-W naszej nie są najstarsi.
 -Zależy jak na to patrzysz.-wtrąciła Casidy.-W Szaracie są wampiry przewyższające wiekiem każdego minimum o trzy razy.Więc teoretycznie przeważają wiekiem każdego wampira.-jej głos był cichy i stanowczy.Mówiła jak gdyby była myślami zupełnie gdzieś indziej.
 -Casidy ma racje.-przyznał Finn.-Rada najstarszych jest potrzebna każdemu gatunkowi.Nam także.
 -Myślę,że sianie strachu nie jest dobre żeby poddani okazali im szacunek.-wtrąciła Abigail.
 -A inaczej byś go okazywała?-spytała szorstko Casidy.-Władca powinien nieść strach.Szczególnie jeżeli jego poddani są wampirami.
 -A ty się ich boisz?-ciągnęła dalej Abi wyraźnie zainteresowana konwersacją.
 -Nie.-mruknęła i ucichła kiedy do sali ktoś wszedł.
 -Przepraszam.Czy mogę zabrać z lekcji Naye,Casidy,Harrego,Tori,Jai'a Mika i Logana?-zapytała nauczyciela przyjaźnie się uśmiechając.
 -Oczywiście.-odparł.
 Wzięłam swoje książki i razem z przyjaciółmi poszłam za Casisy oraz Serafiną.Szły przodem od czasu do czasu ze sobą rozmawiając.
 Weszliśmy do gabinetu usiedliśmy na sofie.Nikt nic nie mówił.Dopiero po chwili przemówiła Kapłanka.
 -Ufam waszej siódemce najbardziej w tym Instytucie.Mam nadzieję,że słusznie.Przeczytałam wszystkie raporty,które dostałam od Szaratu na temat tych ataków i mam już pewność.Zaatakują nas  jutrzejszej nocy.
 -To chyba dobrze.-odezwał się Logan.-Przynajmniej wiemy kiedy mamy być czujniejsi.
 -Boje się o uczniów Loganie.-usiadła na swoim fotelu.-Nie wszyscy są tak świetnymi wojownikami jak wy.
 -Możemy odesłać tych mniej doświadczonych  do domu.-podrzuciłam pomysł.
 -To może się udać,Pani.-przyznał mi racje Jai.-Będą tylko problemem a w domach będą bezpieczniejsi.
 -To dobry pomysł jednak boję się reakcji rodziców naszych uczniów. Jak zareagują widząc że naszej szkole grozi duże niebezpieczeństwo? Co jeśli powypisują ich stąd? Nie możemy narazić się na tak duże straty. - powiedziała Serafina.
-Na stratę żyć uczniów też nie możemy pozwolić! - zaprotestowałam.
-Trafna uwaga. - przyznał Harry.
-Rozumiem, że chcecie jak najlepiej dla uczniów. Musimy dobrze przygotować się na atak. - zadecydowała kapłanka.
-Oczywiście, Pani. - orzekliśmy zgodnie.
-Dziś w ramach lekcji udacie się na trening który pozwoli wam bardziej ulepszyć wasze umiejętności.
-Czy to aby na pewno konieczne?-jęknęła Tori.Wiedziałam,że nie lubiła ZS.
-Myślę,że tak kochanie.-uśmiechnęła się smutno Serafina.-Nie ma innego wyjścia.Jesteście ratunkiem tego Instytutu...-przerwała kiedy Casidy zaczęła podchodzić do okna.Było ono duże więc pewnie dyrektorka często patrzyła na dziedziniec ze swojego gabinetu.
 -Co się dzieje?-zapytał Harry jednak dziewczyna uciszyła go.
 Każdy popatrzył w jej stronę,spełniając jej polecenie.
 Nagle zauważyłam,że jej usta zaczęły się poruszać...Jak by mówiła "Trzy,dwa...jeden".Na ostatni ruch szkło potłukło się a jakaś postać rzuciła się na Casidy.
 Wszyscy poderwali się z miejsca by jej pomóc jednak intruz wybiegł szybko przez potłuczone okno.Casidy warknęła jak jakieś zwierze i skoczyła razem za nią!
 -Szybko za nią!-krzyknęłam do moich przyjaciół.
 Nie mogłam uwierzyć,że Casidy biega tak szybko.Nie mogliśmy jej dogonić!Leciała za intruzem jak oszalała.Chciała go za wszelką cenę dorwać.
 -Harry odetnijcie mu z Loganem drogę.-krzyknęłam do bruneta ten skinął głową i zeskoczył z dachu razem z przyjacielem.
 Próbowałam przyśpieszyć,kiedy znaleźliśmy się na równym terenie.Casidy wyciągnęła swoją pałkę i zrobiła to tak jak sportowcy w skoku o tyczce.Po chwili była już przed postacią,zatrzymując ją.
 Okrążyliśmy ją tak,że nie miała jak uciec.
 -Rusz się tylko a odrąbie tobie tą głowę.-warknęła Casidy kiedy chyba dziewczyna zrobiła krok w moją stronę.
 -Kim jesteś?-spytałam spokojniej niż moja współlokatorka.
 -No proszę.-powiedziała po krótkim milczeniu czarna postać.-Naya Ganiss.
 -Skąd znasz moje imię?-przestraszyłam się jednak starałam się zachowywać kamienną twarz.
 -Kto go nie zna.-wzruszyła ramionami.-Gdybym ciebie dostarczyła,była bym bogata.
 -Kto cię przysłał?-wtrącił Jai.
 -Nie wasza sprawa.Poza tym wasze główki nie są bezpieczne w tym Instytucie.Wyjdzie cało tylko jedna osoba.-spojrzała na mnie.
 -Mylisz się.-zaprzeczyłam.
 -Do prawdy?-zaczęła do mnie podchodzić kiedy usłyszałam jak Harry krzyknął "Nie".Po chwili dziewczyna miała w swojej piersi metalowy drążek.
 -Uprzedzałam,żebyś się nie ruszała.
 -Su-suka.-jęknął Intruz lekko opadając na kolana.Casidy wyjęła swoją broń z jej ciała.-Zginiecie!Wszyscy zginął!
 -Ale najpierw ty.-odsłoniłam jej kaptur.Dziewczyna nie była wcale brzydka <KLIK>.
 Nie znałam jej, ale jej rysy twarzy były znajome.
Zaczęłam karcić się w myślach że zbyt się przejmuje, ale jak miałam olewać to że wszystkim coś grozi?! Zastanawiało mnie jeszcze to jak walczy Casidy. Przecież to było... niezwykłe. Jest zdecydowanie najlepsza z naszej siódemki. To jak walczy... to rodzaj transu. To zdecydowanie wrodzony talent... lub długie lata ćwiczeń. Lub pomieszanie pierwszego z drugim.
-Wszystko dobrze? - spytała Casidy.
-Mhm. - mruknęłam zamyślona.
 Zastanawiałam się skąd znała moje imię.Cholera!
 -Wracajmy.-zarządził Harry.-Tu nie jest teraz bezpiecznie.
 -Ta szkoła już w ogóle nie jest bezpieczna.-jęknęła Tori.
 Miała racje.

piątek, 18 kwietnia 2014

2.Co mam tobie powiedzieć?

Tori bardzo szybko odzyskała siły i po kilku dniach opuściła szpital.Każdego dnia była coraz silniejsza.Przez cały czas ją wspierałam i pomagałam jak tylko umiałam.
 Jedna rzecz nie dawała mi spokoju.Kim była dziewczyna,która pomogła nam w lesie?Dlaczego nie odezwała się ani słowem?Jaki był powód jej szybkiej ucieczki?
 To było bez sensu.
 Idąc na lekcje Etyki spotkałam Harrego,który widać,że szukał mnie od dawna.
 -Serafina nas wzywa.Mówiła,że mamy się stawić natychmiast. -oznajmił mi.
 Bardzo go lubiłam.Był taki pocieszny i śmialiśmy się z jego kiepskich żartów,choć były one bez sensu.
 -Co się stało?-dopytywałam się gdy przechodziliśmy przez dziedziniec,kierując się do jej gabinetu.
 -Nie wiem ale to poważna sprawa.Tak mówiła,więc tak musi być.
   Drzwi do wielkiego gabinetu Serafiny były otwarte,W środku czekali już na nas nauczyciele od WOI (Wiedzy o istotach).Etyki,Angielskiego oraz paru innych.
 Serafina siedziała na swoim fotelu zamyślona.
 -Przepraszamy za spóźnienie.Nie mogłem znaleźć Nayi.-usprawiedliwił się Harry.
 Kapłanka podniosła na mnie wzrok po czym mruknęła.
 -Możesz zamknąć drzwi.
 Rozległ się za nami huk.Razem z Harrym odwróciliśmy się i zobaczyliśmy brunetkę o jasnych wręcz szarych oczach ale jakiś takich dziwnie pustych.
 -Wezwałam was tutaj po to ponieważ dostałam wiadomość z Szaratu.-zaczęła Searafina.-Mówią,że coś atakuje Instytuty Wampirów na całym świecie.
 -Co takiego?-zdziwił się Profesor Flinn,nauczyciel WOI.Nie należał do wampirów przyjaźnie nastawionych towarzysko.
 -Casidy,moja córka.-wskazała na brunetkę.-Została wysłana tu by nas ostrzec.
 -Należysz do Szaratu?-dopytywała się nauczycielka angielskiego,Panna Lexonn.
 -Nie.-zaprzeczyła od razu.Jej doniosły głos wydawał się bardzo podobny do Serafiny.
 -Casidy tylko im pomaga.-dodała Kapłanka.-Wracając do sprawy.Zaatakowano instytut w Madrasie,Abidżanie a ostatniej nocy w Waszyngtonie.
 -To nie daleko stąd.-zauważył Harry zamyślony i przede wszystkim wstrząśnięty.
 -Właśnie.Dlatego musimy być jeszcze bardziej ostrożni.Myślę,że te zabójstwa i napaść na Tori miały związek z kolejnym atakiem.
 -Czyli teraz wypadło na nas?-dopytywałam się łamiącym głosem.Nie lubiłam walczyć i wolałam załatwiać wszystko pokojowo.
 -Nie jestem pewna ale na to wygląda.-Serafina ułożyła ręce w wieżyczkę.
 -Zostaliśmy wyznaczeni do tej walki? My? Co ny możemy zdziałać? -spytałam stanowczo.
 -Z Casidy, mną i pomocą Szaratu bardzo dużo. -oznajmiła spokojnie.
 -Ale dlaczego my?
 -Ponieważ każde z was skrywa moc. Niezwykłą moc, która pozwoli nam wygrać.
 -Nie rozumiem. -odrzekłam próbując ukryć zakłopotanie na twarzy. 
 -Dobrze wiesz o co mi chodzi.-głos Serafiny przybrał ostrzegawczy ton.Wiedziałam,że miała pojęcie,że umiem czytać w myślach ale obiecała,że nikomu nie powie.Żałowałam,że w ogóle się o tym dowiedziała.
  -Naya?-Harry spojrzał w moje oczy chcąc wiedzieć o czym mówimy.
 -Później ci powiem.
 -Naya zaprowadzisz Casidy do pokoju?Chce żeby u ciebie spała.Wiem,że nie masz współlokatorki od dawna.
 -Oczywiście.-uchyliłam głowę i przyłożyłam rękę do piersi.
 Wyszliśmy z gabinetu dyrektorki i zaczęliśmy iść w stronę pokoju.Brunetka szła blisko ściany i lekko pocierała ręką o nią.Zastanawiało mnie to.
Wpatrywała się pusto w dal, a jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
-Ciesze się, że będziemy razem mieszkać. - zaczęłam przyjaźnie.
-Mhmm. -mruknęła nie odwracając głowy.
Postanowiłam nie ciągnąć tej rozmowy i po prostu wykonać rozkaz. Gdy dotarliśmy do korytarza z pokojami brunetka zachwiała się niebezpiecznie, zupełnie jakby traciła grunt pod nogami.
-Wszystko dobrze? - spytałam zaniepokojona jej dziwnym zachowaniem, jednak nie otrzymałam odpowiedzi.
 Przed pokojem Harry pozwolił wejść do środka Caidy i zatrzymał mnie zaczynając temat na jaki nie chciałam rozmawiać.Teraz ani kiedykolwiek indziej.
 -O czym mówiła Kapłanaka?
 -O niczym.
 -Naya nie oszukasz mnie.
 -Obiecaj,że nikomu nie powiesz.
 -Ale...
 -Obiecaj.-nalegałam.-W szczególności Jaiowi.
 -Dobrze już.Obiecuje.Więc?
 -Umiem czytać w myślach.
 Stał przez jakiś czas patrząc się na mnie i nie dowierzając.Myślał o tym ile wiem o nim i jego życiu.
  -Spokojnie nie patrzyłam w twoje.Nauczyłam się wchodzić w umysł i się przed nim zamykać.-uspokoiłam go.
 -To..dobrze.
 -Harry...
 -Dlaczego nic nie mówiłaś?
  -Bałam się,że nie zrozumiecie i się ode mnie odwrócicie...
 -Jak mogłaś tak myśleć.-przytulił mnie i pogłaskał mnie po głowie.-Jesteś moją przyjaciółką.Nigdy cię nie opuszczę.Ani Tori ani Jai.
 -Dobrze. - odetchnęłam, choć dalej bałam się reakcji Tori i Jai'a. Oderwałam się od Harrego, a ten od razu posmutniał.
-Casidy, co się stało?! -krzyknęłam gdy usłyszałam huk w pokoju.
-MUSISZ MIEĆ TU TAKI BURDEL?! MAM NADZIEJE ZE JAK BĘDĘ MIESZKAĆ W TEJ DZIURZE TO BĘDZIE TU PORZĄDEK. - krzyknęła na cały korytarz. Myślę że słyszało ją pół szkoły.
-Dobrze... już. - odparłam spokojnie zdziwiona faktem ze nie zauważyła krzesła.
 Pożegnałam się z Harry i spojrzałam na dziewczynę.Zdjęła swój płaszcz i od razu w oczy rzuciła mi się pałka,która wisiała przy jej boku.W tym momencie mnie oświeciło.
 -To byłaś ty.-powiedziałam patrząc się na nią.
 Znów nie odpowiedziała tylko rzuciła się na łóżko.
 -Odpowiesz mi w końcu czy nie?-powili puszczały mi nerwy.
 -A co mam ci powiedzieć?
 -No nie wiem....po prostu odpowiedzieć?
 -Tak to ja byłam wtedy w lesie.Coś jeszcze?
 -Nie...

czwartek, 10 kwietnia 2014

1.Jest bowiem kilka odmian ciszy; najlepsza jest ta, która zapada z wyboru człowieka, a nie przeciw niemu.

 Oczami Nayi

 Kolejny wieczór nastał bardzo szybko.szybciej niż się spodziewałam,oznajmiając wszystkim,że zaczyna się nasza noc.Noc wampirów.
 Przypomniałam sobie co zdarzyło się nie dawno.Nadal nie mogłam pozbierać myśli.Czy to było w ogóle możliwe?Czy Kapłanka mojego Instytutu mogła zabić moją matkę?Nie nie mogłam w to uwierzyć...Ale widziałam to co widziałam i nie mogłam inaczej myśleć.Coraz mniej ufałam Serafinie i nie mogłam tego ukryć,choć wszyscy byli nią zachwyceni.
 Pewnie dopada mnie za duży stres związany z odpowiedzialną rolą w Instytucie.Byłam jego Widzącą czyli inaczej przewodniczącą .To dziwna rola.Musisz robić to co chcą uczniowie i wstawiać się za nimi a jak coś zbroją to za nich obrywać.
 Czasami płakałam dniami i nocami próbując odreagować moje zadania jednak pogrążałam się w swoje myśli coraz bardziej zamykając się przed światem.Dobrze,że miałam przy sobie Jai'a,Tori,Harrego,Mike'a i Logan'a.
 Moi ukochani przyjaciele.Zawsze byli przy mnie i zawsze mogłam na nich liczyć.Czasami jednak myślałam,że na nich nie zasługuje.Okłamywałam ich...i to mnie samą bardzo raniło,a oni mi ufali.
  -Uwaga za dziesięć minut zbiórka na dziedzińcu.-oznajmił doniosły kobiecy głos,który doskonale znałam.
 Serafina umiała krzyczeć tak głośno a za razem spokojnie,że każdy rozpływał się słysząc jej głos.
 Zwinęłam swoje zwłoki z łózka,chcąc pójść po Tori a przy okazji przekonać się czy tym razem nie zaspała,jak miała w zwyczaju.Umiała spać dwa razy więcej niż wampir w jej wieku.
 Na korytarzu  roiło się od uczniów.W szczególności tych starszych.Machali mi przyjaźnie,gdy szłam obok nich Pokój Tori nie był daleko.Na moje szczęście stała przed drzwiami z Loganem rozmawiając o ostatnim polowaniu na którym zginęła jedna z uczennic a sprawcy nie odnaleziono. Dlatego parę wampirów niepokoiło kolejne polowanie.No cóż,nikt nie chciał być wypatroszony jak karp na święta.
 -Hej Nay.-przytulił mnie na powitanie Logan a po nim Tori.
 -Wyspałaś się?-spytałam się mojej przyjaciółki,która odparła.
 -Nie.Idziemy po Mika?
 -Powiedział,że sam przyjdzie.Załatwia coś z Panem od Etyki.-wzruszył ramionami chłopak.
 Na dziedzińcu zebrali się już chyba wszyscy.Rozmawiali,śmiali się ale w głębi duszy bali się jak cholera.Nie dziwiłam się im bo ja też nie miałam ochoty na dzisiejsze polowanie.Najchętniej to została bym w łóżku i czytała kolejną książkę o jakiś pierdołach.
 Kiedy pojawiła się sylwetka Serafiny coś ukuło mnie w sercu.Czułam się dziwnie.Ona zabiła moją matkę...i chciała również mnie.
 Oh!Chyba naprawdę już powariowałam!Przecież ona nie mogła tego zrobić!Może mi się przewidziało!Sama sobie przeczyłam.
 -Pamiętajcie o zasadach.-przypomniała Kapłanka swoim słodkim głosem po czym zaczęła recytować razem z nami.-Nigdy nie zabijaj swojego żywiciela.Pamiętaj aby mu podziękować za oddanie części swojego ciała.Pamiętaj aby udzielić pomocy w razie zagrożenia.
 -W porządku.-dodała z uśmiechem na twarzy.
 -Bądź pozdrowiona.-krzyknęliśmy przykładając pięść do piersi.Musieliśmy tak witać i żegnać Serafinę.W ten sposób okazywaliśmy jej szacunek.Robiłam to niechętnie aczkolwiek było to konieczne ze względu na jej stanowisko i wiek.
  -Możemy ruszać.-oznajmiła i poszła na przód. Mówiła jedwabistym i słodkim głosem.
 -Coś się stało?-dobiegł mnie głos Tori.-Patrzysz się na Serafinę jak byś chciała ją zabić.
 -Wydaje Ci się.-zbyłam ją i od razu umiejętnie zmieniłam temat.-A co z Beau?Jakiś romans?
 -Przestań!-uderzyła mnie w ramię.-Kumplujemy się i tyle.
 -Jasne,jasne.Uważaj bo Ci uwierzę.
 -Nie musisz.-warknęła.-Ja wiem lepiej.
 -Dobrze już,nie denerwuj się.-ucięłam rozmowę sztucznie się uśmiechając.
 Uczniowie szli coraz szybciej,czując zapewnie zapach krwi,która mnie również powoli hipnotyzowała.
 -Dobrze.Zatem macie półtorej godziny na posiłek i ani minuty dłużej.-oznajmiła Serafina,iiedy znaleźliśmy się na polanie.-I pamiętajcie.Nie zabijamy!
 Każdy rozbiegł się w swoją stronę,szukając dobrego "dawcy".
 -Do zobaczenia.-pomachała mi Tori,znikając mi z oczu.
  Biegłam przez las szukając czegoś czym mogłam się 'zapchać".
  Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk,który od razu poznałam.
 Tori.
 Pobiegłam w jej stronę,czując z minuty na minutę coraz wyraźniej jej krew.Cholera.Z jej myśli wyczytałam,że zaatakowało ją coś dużego i szybkiego.
 -Tori!-krzyknęłam widząc przyjaciółkę z raną na brzuchu,skuloną pod drzewem.
 -Wszystko dobrze.-zarzekała się.
 -Oczywiście.Nigdy nie czułaś się lepiej.-powiedziłam z sarkazmem.
 -NAYA UWAŻAJ!-wrzasnęła ostatkiem sił jednak nie zdążyłam się uchylić co skutkowało tym,że poległam na ziemi.Szybko przeturlałam się na bok unikając kolejnego ciosu.
 Wampir był młodym mężczyzną o karmelowych oczach i blond włosach.Na jego szyi zauważyłam lekko świecący tatuaż.Nie widziałam niczego podobnego wcześniej.
 Zapatrzyłam się na niego tak,że dostałam w ramię.Kopnęłam go z całej siły w nogę,prawdopodobnie nic mu nie robiąc przez co zaczęłam panikować.
 Nieoczekiwanie z drzewa zeskoczyła kobieca postać.Miała na sobie płaszcz do ziemi i kaptur na głowie,przez co nie mogłam zobaczyć jej twarzy. Wyciągnęła z pod płaszcza metalowy drążek,który rozrósł się na dwie strony.Musiałam przyznać robił wrażenie.Nie widziałam jeszcze takiej broni.Wydawała się taka oczywista i nudna jednak patrząc jak się nią posługuje odrzucałam od siebie tą myśl.
 Dziewczyna machnęła parę razy swoją bronią a wampir był nią przebity jak szaszłyk.
 Drążek wrócił do swojego krótkiego wymiaru.Postać włożyła ją do specjalnej pochw,przy boku i stała przez chwila w jednej pozycji.
 -Kim jesteś?-spytałam podchodząc do Tori.Postać nie odpowiedziała mi i stała jak by ją to zamurował.
 -Kim ty jesteś?-zapytałam ponownie,tym razem bardziej stanowczo,aczkolwiek i tym razem nie dostałam żadnej odpowiedzi. Brunetka nawet nie drgnęła.Wydawało mi się,że spojrzała się na nas i szybko uciekła w nieznanym mi kierunku.
 Złapałam Tori za rękę i chwyciłam ją za bok po czym skierowałyśmy się w stronę gdzie zawsze czekała na nas Serafina.
 -Co się stało?-spytała poruszona gdy położyłam ranną przyjaciółkę na trawie.
 -Jakiś wampir ją zaatakował.-powiedziałam.
 -Ty też jesteś ranna.-zauważyła.
 -Nic mi nie będzie.
 Droga do skrzydła szpitalnego dłużyła mi się niemiłosiernie.Dano Tori trochę krwi i zszyli ranę na brzuchu.Byłam cały czas za drzwiami i czekałam aż w końcu będę mogła do niej wejść.
 -Jest słaba.Nie męcz jej za bardzo.-uśmiechnęła się Serafina,gdy wychodziła z pokoju.
 Moja przyjaciółka leżała w białej pościeli z lekko skrzywioną miną.
 -Hej ciapo.-powitałam ją przyjaźnie-Lepiej?
 -Tak i dzięki za ciapę.
 -Nie ma za co.Pamiętasz dlaczego on cię napadł?
 -Nie.Po prostu się na mnie rzucił i tyle.Nawet go nie słyszałam.-wzięła głębszy oddech i zacisnęła powieki.
 -Dobra nic już nie mów.Odpoczywaj.
 -Nay.Kim była...
 -Nie wiem Tori.Ale się dowiem.


środa, 9 kwietnia 2014

Prolog Nayi

Od pewnego czasu nie mogę spać.Myślę za dużo...Zdecydowanie za dużo.
 Ostatnio tyle się wydarzyło,nie mogę zapomnieć o tym co zobaczyłam.Ona ją zabiła.Byłam pewna,że to jej wina.
 Serafina.
 Ostatnia osoba,której teraz ufałam.Wiedziałam,że mnie nienawidzi od samego początku i tylko udaje słodką i miłą Kapłankę.
 Chociaż z jednej strony za to co się stało mogę winić tylko siebie.Powinnam im zaufać...Chciałabym cofnąć czas,jednak nie potrafię...Niestety.Lista rzeczy jaki bym zmieniła była by bardzo,bardzo długa i całkowicie dla innych bezsensowna.
 Pragnę znów znaleźć się na początku szkoły,życia.Straciłam wszystko co dla mnie najważniejsze.Matkę,przyjaciół,godność.Straciłam życie.Nigdy nie pomyślałabym,że moje życie skieruje się w tą stronę.
 To niezwykłe ile w naszym życiu może zmienić kilka osób.Może nie takich zwyczajnych osób ale...Teraz nie ma miejsca na żadne 'ale".Chce zniknąć,ale nie przestaje wierzyć,że wszystko w naszym życiu dzieje się z jakiegoś powodu. Uczymy się całe życie.
 Dostajemy lekcje,uczymy się wielu rzeczy.Nie których za późno.Zawsze żyłam w bajce,która okazała się być horrorem.
 Teraz powinnam zacząć żyć pełnią życia,ale dla mnie właśnie się ono skończyło.

Prolog Casidy

 Dużo czasu minęło a ja nadal żyłam przeszłością.Tak okrutną dla mnie przeszłością.Nie umiałam jej przeboleć .Jaka ja byłam głupia!Przecież wiedziałam co mi grozi i jak to się skończy.Wszyscy wiedzieli i mnie ostrzegali a ja jak głupia myślałam,że dam sobie radę.
 Tą ciemną i zimną noc cały czas mam w głowie.Czuje ją na swoim ciele każdego razu kiedy kładę się spać później przychodzi do mnie we śnie.Przeżywam ją po raz setny i choć wiem jak się skończy dalej się boje.
 Serafina mówiła "zostań" ale ja jej nie słuchałam.Za bardzo go kochałam,żeby dopuścić do siebie myśl,że mogła bym go stracić.A teraz?Płacę za mój wybór każdego dnia i nie wiem kiedy uda mi się spłacić tą cenę.
 Nadal pamiętam jego karmelowe oczy i jedwabiście brązowe włosy.Często przywołuje obraz jego słodkich jak miód ust,tulących mnie każdego pięknego dnia,kiedy jeszcze miałam go przy sobie.
 Z dnia na dzień pogrążam się w coraz większej rozpaczy wiedząc,że już nigdy go nie dotknę,nie zobaczę,nie usłyszę ponieważ jego już nie ma i nigdy nie wróci.
 Czy właśnie to jest mi dane?
 Życie w bólu i samotności?
 Mój umysł pogrążył się w wiecznej rozpaczy i ciemności,chcąc aby tak pozostało do dnia Sądu Ostatecznego.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Bohaterowie.





Casidy 
Wiek:17 lat.
 Jest córką Serafiny.Nigdy nic nie mówi ale za to wszystko doskonale zapamiętuje i słyszy.Kiedy już się odezwie to tylko wtedy kiedy coś jej nie pasuje.Jest darzona bezgranicznym zaufaniem przez matkę co bardzo niepokoi Naye.Casidy ma swoją tajemnicę,którą nikomu nie opowiada.Jest dla niej zbyt dużym ciosem.



Naya Ganiss
Wiek:17 lat
Naya to bardzo wrażliwa i skryta osoba,aczkolwiek jeśli ktoś zajdzie jej za skórę potrafi mu uprzykrzyć życie.Stara się być dla wszystkich miła ale jak każdemu czasem puszczają jej nerwy.Jest niezwykle tolerancyjna i akceptuje wszystkich oprócz Casidy ponieważ uważa,że coś z nią i Serafiną jest nie tak.Ma dar czytania w myślach i manipulowania nimi jednak nie mówi tego nawet swoim przyjaciołom ponieważ uważa,że się od niej odwrócą. 


Tori Winters
Wiek:17 lat
Przyjaźni się z Nayą od czasu kiedy poznała ją gdy dziewczyna przybyła do Instytutu.Uwielbia pomagać i jest dla wszystkich miła.Bardzo nie lubi kiedy ktoś z kogoś się nabija a sama ma bardzo wrażliwe serduszko.Uważa,że nie szata zdobi człowieka ale jego zachowane i charakter.





Harry
Wiek:18 lat
Harry potajemnie podkochuje się w Naya'i.Stara się być zawsze przy niej.Ma dar dzięki,któremu może być o wiele szybszy.Doskonale walczy i wygrał parę walk z innymi wampirami.Bardzo ufa Serafinie i uważa,że to nie możliwe by kiedykolwiek mogła by ich zdradzić.





Jai Brooks
Wiek:18 lat.
Jai  to chłopak Naya'i.Bardzo ją kocha i uważa ją za najważniejszą w swoim życiu.Kumpluje się najbardziej z Harrym i zwierza się mu ze wszystkiego.Jest doskonałym wojownikiem oraz uczniem,Jego rodzice są bardzo wpływowymi ludźmi.





Mike/Mickey
Wiek:18 lat.
Chłopak Zayna i przyjaciel Naya'i oraz Tori.Każdy go lubi ponieważ jest typową ciapą ale za to bardzo słodką.Uwielbia się wygłupiać i grać na gitarze.Wie też jak się bronić ale woli wyjścia pokojowe.




Logan
Wiek:18 lat.
Logan jest cichym i spokojnym chłopakiem chociaż czasami umie się wkurzyć.Broni swoich przyjaciół i chłopaka jak lew.Nie ufa Serafinie ponieważ czuje od niej dziwną,nieznaną mu energię.Uważa też,że jej córka także jest wplątana w jakich chory plan matki.




Serafina 
Wiek:Ponad 600 lat.
Serafina jest Kapłanką w Instytucie czyli innymi słowy jej głową.Ma córkę Casidy,którą bardzo kocha.Nie lubi Naya'i ponieważ przeszkadza jej w jej planie.Chce wszystkich do siebie przekonać.Jest chytrą i dobrze wykorzystującą swoje atuty kobietą.