Tori bardzo szybko odzyskała siły i po kilku dniach opuściła szpital.Każdego dnia była coraz silniejsza.Przez cały czas ją wspierałam i pomagałam jak tylko umiałam.
Jedna rzecz nie dawała mi spokoju.Kim była dziewczyna,która pomogła nam w lesie?Dlaczego nie odezwała się ani słowem?Jaki był powód jej szybkiej ucieczki?
To było bez sensu.
Idąc na lekcje Etyki spotkałam Harrego,który widać,że szukał mnie od dawna.
-Serafina nas wzywa.Mówiła,że mamy się stawić natychmiast. -oznajmił mi.
Bardzo go lubiłam.Był taki pocieszny i śmialiśmy się z jego kiepskich żartów,choć były one bez sensu.
-Co się stało?-dopytywałam się gdy przechodziliśmy przez dziedziniec,kierując się do jej gabinetu.
-Nie wiem ale to poważna sprawa.Tak mówiła,więc tak musi być.
Drzwi do wielkiego gabinetu Serafiny były otwarte,W środku czekali już na nas nauczyciele od WOI (Wiedzy o istotach).Etyki,Angielskiego oraz paru innych.
Serafina siedziała na swoim fotelu zamyślona.
-Przepraszamy za spóźnienie.Nie mogłem znaleźć Nayi.-usprawiedliwił się Harry.
Kapłanka podniosła na mnie wzrok po czym mruknęła.
-Możesz zamknąć drzwi.
Rozległ się za nami huk.Razem z Harrym odwróciliśmy się i zobaczyliśmy brunetkę o jasnych wręcz szarych oczach ale jakiś takich dziwnie pustych.
-Wezwałam was tutaj po to ponieważ dostałam wiadomość z Szaratu.-zaczęła Searafina.-Mówią,że coś atakuje Instytuty Wampirów na całym świecie.
-Co takiego?-zdziwił się Profesor Flinn,nauczyciel WOI.Nie należał do wampirów przyjaźnie nastawionych towarzysko.
-Casidy,moja córka.-wskazała na brunetkę.-Została wysłana tu by nas ostrzec.
-Należysz do Szaratu?-dopytywała się nauczycielka angielskiego,Panna Lexonn.
-Nie.-zaprzeczyła od razu.Jej doniosły głos wydawał się bardzo podobny do Serafiny.
-Casidy tylko im pomaga.-dodała Kapłanka.-Wracając do sprawy.Zaatakowano instytut w Madrasie,Abidżanie a ostatniej nocy w Waszyngtonie.
-To nie daleko stąd.-zauważył Harry zamyślony i przede wszystkim wstrząśnięty.
-Właśnie.Dlatego musimy być jeszcze bardziej ostrożni.Myślę,że te zabójstwa i napaść na Tori miały związek z kolejnym atakiem.
-Czyli teraz wypadło na nas?-dopytywałam się łamiącym głosem.Nie lubiłam walczyć i wolałam załatwiać wszystko pokojowo.
-Nie jestem pewna ale na to wygląda.-Serafina ułożyła ręce w wieżyczkę.
-Zostaliśmy wyznaczeni do tej walki? My? Co ny możemy zdziałać? -spytałam stanowczo.
-Z Casidy, mną i pomocą Szaratu bardzo dużo. -oznajmiła spokojnie.
-Ale dlaczego my?
-Ponieważ każde z was skrywa moc. Niezwykłą moc, która pozwoli nam wygrać.
-Nie rozumiem. -odrzekłam próbując ukryć zakłopotanie na twarzy.
-Dobrze wiesz o co mi chodzi.-głos Serafiny przybrał ostrzegawczy ton.Wiedziałam,że miała pojęcie,że umiem czytać w myślach ale obiecała,że nikomu nie powie.Żałowałam,że w ogóle się o tym dowiedziała.
-Naya?-Harry spojrzał w moje oczy chcąc wiedzieć o czym mówimy.
-Później ci powiem.
-Naya zaprowadzisz Casidy do pokoju?Chce żeby u ciebie spała.Wiem,że nie masz współlokatorki od dawna.
-Oczywiście.-uchyliłam głowę i przyłożyłam rękę do piersi.
Wyszliśmy z gabinetu dyrektorki i zaczęliśmy iść w stronę pokoju.Brunetka szła blisko ściany i lekko pocierała ręką o nią.Zastanawiało mnie to.
Wpatrywała się pusto w dal, a jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
-Ciesze się, że będziemy razem mieszkać. - zaczęłam przyjaźnie.
-Mhmm. -mruknęła nie odwracając głowy.
Postanowiłam nie ciągnąć tej rozmowy i po prostu wykonać rozkaz. Gdy dotarliśmy do korytarza z pokojami brunetka zachwiała się niebezpiecznie, zupełnie jakby traciła grunt pod nogami.
-Wszystko dobrze? - spytałam zaniepokojona jej dziwnym zachowaniem, jednak nie otrzymałam odpowiedzi.
Przed pokojem Harry pozwolił wejść do środka Caidy i zatrzymał mnie zaczynając temat na jaki nie chciałam rozmawiać.Teraz ani kiedykolwiek indziej.
-O czym mówiła Kapłanaka?
-O niczym.
-Naya nie oszukasz mnie.
-Obiecaj,że nikomu nie powiesz.
-Ale...
-Obiecaj.-nalegałam.-W szczególności Jaiowi.
-Dobrze już.Obiecuje.Więc?
-Umiem czytać w myślach.
Stał przez jakiś czas patrząc się na mnie i nie dowierzając.Myślał o tym ile wiem o nim i jego życiu.
-Spokojnie nie patrzyłam w twoje.Nauczyłam się wchodzić w umysł i się przed nim zamykać.-uspokoiłam go.
-To..dobrze.
-Harry...
-Dlaczego nic nie mówiłaś?
-Bałam się,że nie zrozumiecie i się ode mnie odwrócicie...
-Jak mogłaś tak myśleć.-przytulił mnie i pogłaskał mnie po głowie.-Jesteś moją przyjaciółką.Nigdy cię nie opuszczę.Ani Tori ani Jai.
-Dobrze. - odetchnęłam, choć dalej bałam się reakcji Tori i Jai'a. Oderwałam się od Harrego, a ten od razu posmutniał.
-Casidy, co się stało?! -krzyknęłam gdy usłyszałam huk w pokoju.
-MUSISZ MIEĆ TU TAKI BURDEL?! MAM NADZIEJE ZE JAK BĘDĘ MIESZKAĆ W TEJ DZIURZE TO BĘDZIE TU PORZĄDEK. - krzyknęła na cały korytarz. Myślę że słyszało ją pół szkoły.
-Dobrze... już. - odparłam spokojnie zdziwiona faktem ze nie zauważyła krzesła.
Pożegnałam się z Harry i spojrzałam na dziewczynę.Zdjęła swój płaszcz i od razu w oczy rzuciła mi się pałka,która wisiała przy jej boku.W tym momencie mnie oświeciło.
-To byłaś ty.-powiedziałam patrząc się na nią.
Znów nie odpowiedziała tylko rzuciła się na łóżko.
-Odpowiesz mi w końcu czy nie?-powili puszczały mi nerwy.
-A co mam ci powiedzieć?
-No nie wiem....po prostu odpowiedzieć?
-Tak to ja byłam wtedy w lesie.Coś jeszcze?
-Nie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz