poniedziałek, 21 kwietnia 2014

3.Jeśli chcesz poz­być się człowieka uczyń to własną in­te­ligen­cją a nie groźbą.

 Obudził mnie hałas dochodzący z łazienki.Zauważyłam,że łóżkoo obok mnie jest puste więc stwierdziłam,że Casidy poszła się wykąpać i najzwyczajniej w świecie znów o coś się potknęła.Odgarnęłam z oczu włosy i spojrzałam na zegarek.Dochodziła 6 więc najwyższy czas aby ruszyć swoje cztery litery z łóżka.
 Informacje jakie wczoraj przekazała nam Serafina nie dały mi spać tej nocy.
 Kto atakował Instytuty?
 Dlaczego?
 Po co?
 Jaki miał w tym interes?
 Co działo się z uczniami?
 Ilu zginęło?
 Kto ocalał?
 Co na to Szarat?
 Te pytania krążyły mi po głowie i nie dawały spokoju.
Siedziałam przez chwilę na łóżku po czym stwierdziłam że to już naprawdę pora aby się ruszyć. Podniosłam się nieprzytomnie i uczesałam włosy. W pewnym momencie usłyszałam poważny huk i dźwięk otwieranych drzwi.
-Nic ci nie jest?
-Nie.-mruknęła Casidy ubrana w <KLIK>.Szczerze to zdziwiłam się,że złożyła tak wysokie buty.Cały czas się o coś potykała a w tych butach to chyba się zabije.
 -Casidy...te buty...zważając a to,że ciągle się potykasz...Czy to na pewno dobry pomysł?-jąkałam się nie chcąc by obrzuciła mnie swoim lodowatym i pełnym tajemnic wzrokiem.
 -Mhmm.-znów odpowiedz była oczywista i prosta.
 Pozwoliłam by ciepła woda obmyła moje ciało ze zdenerwowania jakie otulało moje ciało.Stwierdziłam,że dawno nie widziałam się z Jaiem i powinnam spotkać się z nim po lekcjach.Stęskniłam się za nim i brakowało mi jego ciepłego głosu i życzliwego uśmiechu.Tak.W stu procentach musiałam się z nim spotkać i nacieszyć.
 Ubrałam się w <KLIK> i kiedy wyszłam z łazienki Casidy już nie było.Tylko sterta powywracanych i leżących na podłodze rzeczy jakie musiała pokonać dziewczyna by wydostać się na korytarz.
 Szczerze to zastanawiała mnie jej osoba.Prawie nic nie mówiła oprócz tego swojego dźwięcznego "Mhmm" ,który powoli zaczynał mnie denerwować i ciągle potykała się o coś jak dużego jak krzesło czy łóżko.Coś mi w niej nie pasowało.Ale uratowała mnie i Tori.Jej styl walki był...imponujący.Nawet Harry tak nie walczył.
 Nim się obejrzałam była już za pięć ósma.Jak ja tak długo mogłam siedzieć w łazience?!Szybko wzięłam jakąś torbę.
 Na korytarzu spotkałam Tori,która wyglądała już jak gdyby nigdy nic jej się nie stało.
 -Hej.-powitała mnie przyjaźnie.-Słyszałam,że masz nową współlokatorkę.
 -Ta.-przyznałam niechętnie.
 -Co?
 -Jest dość...specyficzna.
 -Ale kto?-dobiegł mnie głos Jai'a.
 Poczułam jego rękę na swojej tali a po chwili również usta ciepło otulające moje.
  -A więc...-odkrzyknęła Tori zakłopotana.-To może już się zbierajmy?
 Dotarło do mnie że kolejna lekcja to Zajęcia Sprawnościowe (ZS). Udaliśmy się w stronę szatni i po chwili się rozdzieliliśmy.
-Co dziś robimy? - spytałam zrezygnowana.
- Shay mówiła że będziemy walczyć. Przygotowują nas na wypadek ataku na szkołę.-odparła Tori,patrząc na Beau.
-Szybko zaczęli. -Zauważyłam po czym weszłyśmy do szatni. Było już w niej kilka dziewczyn, które się przebierały.
Odłożyłyśmy torby i założyłyśmy stroje, przeznaczone do walk. Po tym udałyśmy się na salę. Spostrzegłam że jest tam już Casidy i się rozciąga. Musiałam przyznać-była szybka.Obok niej stała Shay mówiąc coś na co brunetka nie za bardzo reagowała.
 Kiedy nauczycielka nas zobaczyła kazała nam się ustawić w szeregu i przekazała informacje.
 -Dobrze.Pewne każdy z was wie co się teraz dzieje na świecie.Musimy się przygotować i być czujni aby i naszego kochanego Instytutu nie pogrążyć w wiecznym chaosie.Tak więc mamy ze sobą trzy godziny treningu.Mam nadzieję,ze potraktujecie go poważnie a nie jako zabawę.Casidy.-zawołała dziewczynę,która tylko przekrzywiła głowę w bok nadal stojąc tyłem do niej.-Pokażesz z Harrym o co chodzi.
 Loczek podszedł do nauczycielki a Casidy nie ruszyła się nawet o krok.
 -Nie chce mu zrobić krzywdy.-rzekła stanowczo.
-O mnie się nie martw. - prychnął Harry, co pod jarzyło Casidy.
-Ustawcie się! -Rozkazała nauczycielka. Oboje niechętnie wykonali rozkaz. Zajęli pozycje i po gwizdku nauczycielki zaczęli walczyć. Musiałam przyznać, choć na początku wyglądała na niezdarę, potrafiła walczyć. Z łatwością pokonała Harrego.Harrego!Chłopaka,którego nie mógł pokonać żaden z uczniów w tej szkole!
-Chłopcze, twoja walka zawiera wiele niedociągnięć. Ale nie jest źle.Musisz poćwiczyć. - powiedziała nauczycielka.
-Rozumiem. - mruknął Harry,kiedy dziewczyna siedziała mu na brzuchu.
 Zeszła z niego i pomogła mu wstać.Jej twarz nada była zaciśnięta ze złości a adrenalina jeszcze nie ustąpiła.
 -Casidy pomożesz innym?-zapytała Shay.
  Kiwnęła głową i spojrzała na nas.Jeśli to można było nazwać spojrzeniem.Ciarki przechodziły mnie kiedy tak patrzyłam w jej oczy.
 Lekcje ZS minęły szybko i ciężko jednocześnie.Wszyscy byli zmęczeni ale nie Casidy.Przebrała się w mgnieniu oka i wyszła z szatni nim ktokolwiek zdążył zamienić z nią słowo.
 -Nie należy do duszy towarzystwa.-stwierdziła jedna z uczennic,plotkując z drugą.
 -Słyszałam,że to córka Kapłanki.-mówiła druga.
 -No coś ty!
 Przewróciłam oczami i wszyłam razem z Tori na korytarz gdzie czekali na nas Jai,Harry,Mickey i Logan.
 -Jak się czujesz?-zapytała Tori.Od razu na jej twarzy wkradł się złośliwy uśmieszek.
 -A jak mam się czuć?-odparł Harry.
 -No wiesz...Przegrałeś..z dziewczyną.-wybuchła śmiechem na co Loczek spiorunował ją wzrokiem.Nie lubiłam kiedy na wzajem nabijali się z siebie.
 -A ja słyszałem,że przegrałaś o górowanie z Beau jak uprawiałaś z nim seks.-odciął się.
 Dziewczyna zastygła w miejscu i popatrzyła się na niego jak by chciała go rozszarpać.
 -No to ten tego...-zaczęłam.-Szkoda,że musicie to przerwać.Mamy do przejścia pół szkoły a wiecie jak Finn nie lubi spóźnialskich.
 Poszliśmy do sali w.której zobaczyłam Casidy siedzącą gdzieś z tyłu klasy.
 -Dobrze zaczynamy.-oznajmił nauczyciel,kiedy zajęliśmy swoje miejsca.
 Wykład zaczął się zwykłą paplaniną gdy ktoś zapytał.
 -Mówi Pan,że każda istota jest podporządkowana swojej Radzie...najstarszych.-spojrzałam za siebie by zobaczyć kto zadał pytanie.Był nim jakiś słabo mi znany chłopak.Miał na imię Don.-W naszej nie są najstarsi.
 -Zależy jak na to patrzysz.-wtrąciła Casidy.-W Szaracie są wampiry przewyższające wiekiem każdego minimum o trzy razy.Więc teoretycznie przeważają wiekiem każdego wampira.-jej głos był cichy i stanowczy.Mówiła jak gdyby była myślami zupełnie gdzieś indziej.
 -Casidy ma racje.-przyznał Finn.-Rada najstarszych jest potrzebna każdemu gatunkowi.Nam także.
 -Myślę,że sianie strachu nie jest dobre żeby poddani okazali im szacunek.-wtrąciła Abigail.
 -A inaczej byś go okazywała?-spytała szorstko Casidy.-Władca powinien nieść strach.Szczególnie jeżeli jego poddani są wampirami.
 -A ty się ich boisz?-ciągnęła dalej Abi wyraźnie zainteresowana konwersacją.
 -Nie.-mruknęła i ucichła kiedy do sali ktoś wszedł.
 -Przepraszam.Czy mogę zabrać z lekcji Naye,Casidy,Harrego,Tori,Jai'a Mika i Logana?-zapytała nauczyciela przyjaźnie się uśmiechając.
 -Oczywiście.-odparł.
 Wzięłam swoje książki i razem z przyjaciółmi poszłam za Casisy oraz Serafiną.Szły przodem od czasu do czasu ze sobą rozmawiając.
 Weszliśmy do gabinetu usiedliśmy na sofie.Nikt nic nie mówił.Dopiero po chwili przemówiła Kapłanka.
 -Ufam waszej siódemce najbardziej w tym Instytucie.Mam nadzieję,że słusznie.Przeczytałam wszystkie raporty,które dostałam od Szaratu na temat tych ataków i mam już pewność.Zaatakują nas  jutrzejszej nocy.
 -To chyba dobrze.-odezwał się Logan.-Przynajmniej wiemy kiedy mamy być czujniejsi.
 -Boje się o uczniów Loganie.-usiadła na swoim fotelu.-Nie wszyscy są tak świetnymi wojownikami jak wy.
 -Możemy odesłać tych mniej doświadczonych  do domu.-podrzuciłam pomysł.
 -To może się udać,Pani.-przyznał mi racje Jai.-Będą tylko problemem a w domach będą bezpieczniejsi.
 -To dobry pomysł jednak boję się reakcji rodziców naszych uczniów. Jak zareagują widząc że naszej szkole grozi duże niebezpieczeństwo? Co jeśli powypisują ich stąd? Nie możemy narazić się na tak duże straty. - powiedziała Serafina.
-Na stratę żyć uczniów też nie możemy pozwolić! - zaprotestowałam.
-Trafna uwaga. - przyznał Harry.
-Rozumiem, że chcecie jak najlepiej dla uczniów. Musimy dobrze przygotować się na atak. - zadecydowała kapłanka.
-Oczywiście, Pani. - orzekliśmy zgodnie.
-Dziś w ramach lekcji udacie się na trening który pozwoli wam bardziej ulepszyć wasze umiejętności.
-Czy to aby na pewno konieczne?-jęknęła Tori.Wiedziałam,że nie lubiła ZS.
-Myślę,że tak kochanie.-uśmiechnęła się smutno Serafina.-Nie ma innego wyjścia.Jesteście ratunkiem tego Instytutu...-przerwała kiedy Casidy zaczęła podchodzić do okna.Było ono duże więc pewnie dyrektorka często patrzyła na dziedziniec ze swojego gabinetu.
 -Co się dzieje?-zapytał Harry jednak dziewczyna uciszyła go.
 Każdy popatrzył w jej stronę,spełniając jej polecenie.
 Nagle zauważyłam,że jej usta zaczęły się poruszać...Jak by mówiła "Trzy,dwa...jeden".Na ostatni ruch szkło potłukło się a jakaś postać rzuciła się na Casidy.
 Wszyscy poderwali się z miejsca by jej pomóc jednak intruz wybiegł szybko przez potłuczone okno.Casidy warknęła jak jakieś zwierze i skoczyła razem za nią!
 -Szybko za nią!-krzyknęłam do moich przyjaciół.
 Nie mogłam uwierzyć,że Casidy biega tak szybko.Nie mogliśmy jej dogonić!Leciała za intruzem jak oszalała.Chciała go za wszelką cenę dorwać.
 -Harry odetnijcie mu z Loganem drogę.-krzyknęłam do bruneta ten skinął głową i zeskoczył z dachu razem z przyjacielem.
 Próbowałam przyśpieszyć,kiedy znaleźliśmy się na równym terenie.Casidy wyciągnęła swoją pałkę i zrobiła to tak jak sportowcy w skoku o tyczce.Po chwili była już przed postacią,zatrzymując ją.
 Okrążyliśmy ją tak,że nie miała jak uciec.
 -Rusz się tylko a odrąbie tobie tą głowę.-warknęła Casidy kiedy chyba dziewczyna zrobiła krok w moją stronę.
 -Kim jesteś?-spytałam spokojniej niż moja współlokatorka.
 -No proszę.-powiedziała po krótkim milczeniu czarna postać.-Naya Ganiss.
 -Skąd znasz moje imię?-przestraszyłam się jednak starałam się zachowywać kamienną twarz.
 -Kto go nie zna.-wzruszyła ramionami.-Gdybym ciebie dostarczyła,była bym bogata.
 -Kto cię przysłał?-wtrącił Jai.
 -Nie wasza sprawa.Poza tym wasze główki nie są bezpieczne w tym Instytucie.Wyjdzie cało tylko jedna osoba.-spojrzała na mnie.
 -Mylisz się.-zaprzeczyłam.
 -Do prawdy?-zaczęła do mnie podchodzić kiedy usłyszałam jak Harry krzyknął "Nie".Po chwili dziewczyna miała w swojej piersi metalowy drążek.
 -Uprzedzałam,żebyś się nie ruszała.
 -Su-suka.-jęknął Intruz lekko opadając na kolana.Casidy wyjęła swoją broń z jej ciała.-Zginiecie!Wszyscy zginął!
 -Ale najpierw ty.-odsłoniłam jej kaptur.Dziewczyna nie była wcale brzydka <KLIK>.
 Nie znałam jej, ale jej rysy twarzy były znajome.
Zaczęłam karcić się w myślach że zbyt się przejmuje, ale jak miałam olewać to że wszystkim coś grozi?! Zastanawiało mnie jeszcze to jak walczy Casidy. Przecież to było... niezwykłe. Jest zdecydowanie najlepsza z naszej siódemki. To jak walczy... to rodzaj transu. To zdecydowanie wrodzony talent... lub długie lata ćwiczeń. Lub pomieszanie pierwszego z drugim.
-Wszystko dobrze? - spytała Casidy.
-Mhm. - mruknęłam zamyślona.
 Zastanawiałam się skąd znała moje imię.Cholera!
 -Wracajmy.-zarządził Harry.-Tu nie jest teraz bezpiecznie.
 -Ta szkoła już w ogóle nie jest bezpieczna.-jęknęła Tori.
 Miała racje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz