Oczami Nayi
Kolejny wieczór nastał bardzo szybko.szybciej niż się spodziewałam,oznajmiając wszystkim,że zaczyna się nasza noc.Noc wampirów.
Przypomniałam sobie co zdarzyło się nie dawno.Nadal nie mogłam pozbierać myśli.Czy to było w ogóle możliwe?Czy Kapłanka mojego Instytutu mogła zabić moją matkę?Nie nie mogłam w to uwierzyć...Ale widziałam to co widziałam i nie mogłam inaczej myśleć.Coraz mniej ufałam Serafinie i nie mogłam tego ukryć,choć wszyscy byli nią zachwyceni.
Pewnie dopada mnie za duży stres związany z odpowiedzialną rolą w Instytucie.Byłam jego Widzącą czyli inaczej przewodniczącą .To dziwna rola.Musisz robić to co chcą uczniowie i wstawiać się za nimi a jak coś zbroją to za nich obrywać.
Czasami płakałam dniami i nocami próbując odreagować moje zadania jednak pogrążałam się w swoje myśli coraz bardziej zamykając się przed światem.Dobrze,że miałam przy sobie Jai'a,Tori,Harrego,Mike'a i Logan'a.
Moi ukochani przyjaciele.Zawsze byli przy mnie i zawsze mogłam na nich liczyć.Czasami jednak myślałam,że na nich nie zasługuje.Okłamywałam ich...i to mnie samą bardzo raniło,a oni mi ufali.
-Uwaga za dziesięć minut zbiórka na dziedzińcu.-oznajmił doniosły kobiecy głos,który doskonale znałam.
Serafina umiała krzyczeć tak głośno a za razem spokojnie,że każdy rozpływał się słysząc jej głos.
Zwinęłam swoje zwłoki z łózka,chcąc pójść po Tori a przy okazji przekonać się czy tym razem nie zaspała,jak miała w zwyczaju.Umiała spać dwa razy więcej niż wampir w jej wieku.
Na korytarzu roiło się od uczniów.W szczególności tych starszych.Machali mi przyjaźnie,gdy szłam obok nich Pokój Tori nie był daleko.Na moje szczęście stała przed drzwiami z Loganem rozmawiając o ostatnim polowaniu na którym zginęła jedna z uczennic a sprawcy nie odnaleziono. Dlatego parę wampirów niepokoiło kolejne polowanie.No cóż,nikt nie chciał być wypatroszony jak karp na święta.
-Hej Nay.-przytulił mnie na powitanie Logan a po nim Tori.
-Wyspałaś się?-spytałam się mojej przyjaciółki,która odparła.
-Nie.Idziemy po Mika?
-Powiedział,że sam przyjdzie.Załatwia coś z Panem od Etyki.-wzruszył ramionami chłopak.
Na dziedzińcu zebrali się już chyba wszyscy.Rozmawiali,śmiali się ale w głębi duszy bali się jak cholera.Nie dziwiłam się im bo ja też nie miałam ochoty na dzisiejsze polowanie.Najchętniej to została bym w łóżku i czytała kolejną książkę o jakiś pierdołach.
Kiedy pojawiła się sylwetka Serafiny coś ukuło mnie w sercu.Czułam się dziwnie.Ona zabiła moją matkę...i chciała również mnie.
Oh!Chyba naprawdę już powariowałam!Przecież ona nie mogła tego zrobić!Może mi się przewidziało!Sama sobie przeczyłam.
-Pamiętajcie o zasadach.-przypomniała Kapłanka swoim słodkim głosem po czym zaczęła recytować razem z nami.-Nigdy nie zabijaj swojego żywiciela.Pamiętaj aby mu podziękować za oddanie części swojego ciała.Pamiętaj aby udzielić pomocy w razie zagrożenia.
-W porządku.-dodała z uśmiechem na twarzy.
-Bądź pozdrowiona.-krzyknęliśmy przykładając pięść do piersi.Musieliśmy tak witać i żegnać Serafinę.W ten sposób okazywaliśmy jej szacunek.Robiłam to niechętnie aczkolwiek było to konieczne ze względu na jej stanowisko i wiek.
-Możemy ruszać.-oznajmiła i poszła na przód. Mówiła jedwabistym i słodkim głosem.
-Coś się stało?-dobiegł mnie głos Tori.-Patrzysz się na Serafinę jak byś chciała ją zabić.
-Wydaje Ci się.-zbyłam ją i od razu umiejętnie zmieniłam temat.-A co z Beau?Jakiś romans?
-Przestań!-uderzyła mnie w ramię.-Kumplujemy się i tyle.
-Jasne,jasne.Uważaj bo Ci uwierzę.
-Nie musisz.-warknęła.-Ja wiem lepiej.
-Dobrze już,nie denerwuj się.-ucięłam rozmowę sztucznie się uśmiechając.
Uczniowie szli coraz szybciej,czując zapewnie zapach krwi,która mnie również powoli hipnotyzowała.
-Dobrze.Zatem macie półtorej godziny na posiłek i ani minuty dłużej.-oznajmiła Serafina,iiedy znaleźliśmy się na polanie.-I pamiętajcie.Nie zabijamy!
Każdy rozbiegł się w swoją stronę,szukając dobrego "dawcy".
-Do zobaczenia.-pomachała mi Tori,znikając mi z oczu.
Biegłam przez las szukając czegoś czym mogłam się 'zapchać".
Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk,który od razu poznałam.
Tori.
Pobiegłam w jej stronę,czując z minuty na minutę coraz wyraźniej jej krew.Cholera.Z jej myśli wyczytałam,że zaatakowało ją coś dużego i szybkiego.
-Tori!-krzyknęłam widząc przyjaciółkę z raną na brzuchu,skuloną pod drzewem.
-Wszystko dobrze.-zarzekała się.
-Oczywiście.Nigdy nie czułaś się lepiej.-powiedziłam z sarkazmem.
-NAYA UWAŻAJ!-wrzasnęła ostatkiem sił jednak nie zdążyłam się uchylić co skutkowało tym,że poległam na ziemi.Szybko przeturlałam się na bok unikając kolejnego ciosu.
Wampir był młodym mężczyzną o karmelowych oczach i blond włosach.Na jego szyi zauważyłam lekko świecący tatuaż.Nie widziałam niczego podobnego wcześniej.
Zapatrzyłam się na niego tak,że dostałam w ramię.Kopnęłam go z całej siły w nogę,prawdopodobnie nic mu nie robiąc przez co zaczęłam panikować.
Nieoczekiwanie z drzewa zeskoczyła kobieca postać.Miała na sobie płaszcz do ziemi i kaptur na głowie,przez co nie mogłam zobaczyć jej twarzy. Wyciągnęła z pod płaszcza metalowy drążek,który rozrósł się na dwie strony.Musiałam przyznać robił wrażenie.Nie widziałam jeszcze takiej broni.Wydawała się taka oczywista i nudna jednak patrząc jak się nią posługuje odrzucałam od siebie tą myśl.
Dziewczyna machnęła parę razy swoją bronią a wampir był nią przebity jak szaszłyk.
Drążek wrócił do swojego krótkiego wymiaru.Postać włożyła ją do specjalnej pochw,przy boku i stała przez chwila w jednej pozycji.
-Kim jesteś?-spytałam podchodząc do Tori.Postać nie odpowiedziała mi i stała jak by ją to zamurował.
-Kim ty jesteś?-zapytałam ponownie,tym razem bardziej stanowczo,aczkolwiek i tym razem nie dostałam żadnej odpowiedzi. Brunetka nawet nie drgnęła.Wydawało mi się,że spojrzała się na nas i szybko uciekła w nieznanym mi kierunku.
Złapałam Tori za rękę i chwyciłam ją za bok po czym skierowałyśmy się w stronę gdzie zawsze czekała na nas Serafina.
-Co się stało?-spytała poruszona gdy położyłam ranną przyjaciółkę na trawie.
-Jakiś wampir ją zaatakował.-powiedziałam.
-Ty też jesteś ranna.-zauważyła.
-Nic mi nie będzie.
Droga do skrzydła szpitalnego dłużyła mi się niemiłosiernie.Dano Tori trochę krwi i zszyli ranę na brzuchu.Byłam cały czas za drzwiami i czekałam aż w końcu będę mogła do niej wejść.
-Jest słaba.Nie męcz jej za bardzo.-uśmiechnęła się Serafina,gdy wychodziła z pokoju.
Moja przyjaciółka leżała w białej pościeli z lekko skrzywioną miną.
-Hej ciapo.-powitałam ją przyjaźnie-Lepiej?
-Tak i dzięki za ciapę.
-Nie ma za co.Pamiętasz dlaczego on cię napadł?
-Nie.Po prostu się na mnie rzucił i tyle.Nawet go nie słyszałam.-wzięła głębszy oddech i zacisnęła powieki.
-Dobra nic już nie mów.Odpoczywaj.
-Nay.Kim była...
-Nie wiem Tori.Ale się dowiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz