czwartek, 10 kwietnia 2014

1.Jest bowiem kilka odmian ciszy; najlepsza jest ta, która zapada z wyboru człowieka, a nie przeciw niemu.

 Oczami Nayi

 Kolejny wieczór nastał bardzo szybko.szybciej niż się spodziewałam,oznajmiając wszystkim,że zaczyna się nasza noc.Noc wampirów.
 Przypomniałam sobie co zdarzyło się nie dawno.Nadal nie mogłam pozbierać myśli.Czy to było w ogóle możliwe?Czy Kapłanka mojego Instytutu mogła zabić moją matkę?Nie nie mogłam w to uwierzyć...Ale widziałam to co widziałam i nie mogłam inaczej myśleć.Coraz mniej ufałam Serafinie i nie mogłam tego ukryć,choć wszyscy byli nią zachwyceni.
 Pewnie dopada mnie za duży stres związany z odpowiedzialną rolą w Instytucie.Byłam jego Widzącą czyli inaczej przewodniczącą .To dziwna rola.Musisz robić to co chcą uczniowie i wstawiać się za nimi a jak coś zbroją to za nich obrywać.
 Czasami płakałam dniami i nocami próbując odreagować moje zadania jednak pogrążałam się w swoje myśli coraz bardziej zamykając się przed światem.Dobrze,że miałam przy sobie Jai'a,Tori,Harrego,Mike'a i Logan'a.
 Moi ukochani przyjaciele.Zawsze byli przy mnie i zawsze mogłam na nich liczyć.Czasami jednak myślałam,że na nich nie zasługuje.Okłamywałam ich...i to mnie samą bardzo raniło,a oni mi ufali.
  -Uwaga za dziesięć minut zbiórka na dziedzińcu.-oznajmił doniosły kobiecy głos,który doskonale znałam.
 Serafina umiała krzyczeć tak głośno a za razem spokojnie,że każdy rozpływał się słysząc jej głos.
 Zwinęłam swoje zwłoki z łózka,chcąc pójść po Tori a przy okazji przekonać się czy tym razem nie zaspała,jak miała w zwyczaju.Umiała spać dwa razy więcej niż wampir w jej wieku.
 Na korytarzu  roiło się od uczniów.W szczególności tych starszych.Machali mi przyjaźnie,gdy szłam obok nich Pokój Tori nie był daleko.Na moje szczęście stała przed drzwiami z Loganem rozmawiając o ostatnim polowaniu na którym zginęła jedna z uczennic a sprawcy nie odnaleziono. Dlatego parę wampirów niepokoiło kolejne polowanie.No cóż,nikt nie chciał być wypatroszony jak karp na święta.
 -Hej Nay.-przytulił mnie na powitanie Logan a po nim Tori.
 -Wyspałaś się?-spytałam się mojej przyjaciółki,która odparła.
 -Nie.Idziemy po Mika?
 -Powiedział,że sam przyjdzie.Załatwia coś z Panem od Etyki.-wzruszył ramionami chłopak.
 Na dziedzińcu zebrali się już chyba wszyscy.Rozmawiali,śmiali się ale w głębi duszy bali się jak cholera.Nie dziwiłam się im bo ja też nie miałam ochoty na dzisiejsze polowanie.Najchętniej to została bym w łóżku i czytała kolejną książkę o jakiś pierdołach.
 Kiedy pojawiła się sylwetka Serafiny coś ukuło mnie w sercu.Czułam się dziwnie.Ona zabiła moją matkę...i chciała również mnie.
 Oh!Chyba naprawdę już powariowałam!Przecież ona nie mogła tego zrobić!Może mi się przewidziało!Sama sobie przeczyłam.
 -Pamiętajcie o zasadach.-przypomniała Kapłanka swoim słodkim głosem po czym zaczęła recytować razem z nami.-Nigdy nie zabijaj swojego żywiciela.Pamiętaj aby mu podziękować za oddanie części swojego ciała.Pamiętaj aby udzielić pomocy w razie zagrożenia.
 -W porządku.-dodała z uśmiechem na twarzy.
 -Bądź pozdrowiona.-krzyknęliśmy przykładając pięść do piersi.Musieliśmy tak witać i żegnać Serafinę.W ten sposób okazywaliśmy jej szacunek.Robiłam to niechętnie aczkolwiek było to konieczne ze względu na jej stanowisko i wiek.
  -Możemy ruszać.-oznajmiła i poszła na przód. Mówiła jedwabistym i słodkim głosem.
 -Coś się stało?-dobiegł mnie głos Tori.-Patrzysz się na Serafinę jak byś chciała ją zabić.
 -Wydaje Ci się.-zbyłam ją i od razu umiejętnie zmieniłam temat.-A co z Beau?Jakiś romans?
 -Przestań!-uderzyła mnie w ramię.-Kumplujemy się i tyle.
 -Jasne,jasne.Uważaj bo Ci uwierzę.
 -Nie musisz.-warknęła.-Ja wiem lepiej.
 -Dobrze już,nie denerwuj się.-ucięłam rozmowę sztucznie się uśmiechając.
 Uczniowie szli coraz szybciej,czując zapewnie zapach krwi,która mnie również powoli hipnotyzowała.
 -Dobrze.Zatem macie półtorej godziny na posiłek i ani minuty dłużej.-oznajmiła Serafina,iiedy znaleźliśmy się na polanie.-I pamiętajcie.Nie zabijamy!
 Każdy rozbiegł się w swoją stronę,szukając dobrego "dawcy".
 -Do zobaczenia.-pomachała mi Tori,znikając mi z oczu.
  Biegłam przez las szukając czegoś czym mogłam się 'zapchać".
  Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk,który od razu poznałam.
 Tori.
 Pobiegłam w jej stronę,czując z minuty na minutę coraz wyraźniej jej krew.Cholera.Z jej myśli wyczytałam,że zaatakowało ją coś dużego i szybkiego.
 -Tori!-krzyknęłam widząc przyjaciółkę z raną na brzuchu,skuloną pod drzewem.
 -Wszystko dobrze.-zarzekała się.
 -Oczywiście.Nigdy nie czułaś się lepiej.-powiedziłam z sarkazmem.
 -NAYA UWAŻAJ!-wrzasnęła ostatkiem sił jednak nie zdążyłam się uchylić co skutkowało tym,że poległam na ziemi.Szybko przeturlałam się na bok unikając kolejnego ciosu.
 Wampir był młodym mężczyzną o karmelowych oczach i blond włosach.Na jego szyi zauważyłam lekko świecący tatuaż.Nie widziałam niczego podobnego wcześniej.
 Zapatrzyłam się na niego tak,że dostałam w ramię.Kopnęłam go z całej siły w nogę,prawdopodobnie nic mu nie robiąc przez co zaczęłam panikować.
 Nieoczekiwanie z drzewa zeskoczyła kobieca postać.Miała na sobie płaszcz do ziemi i kaptur na głowie,przez co nie mogłam zobaczyć jej twarzy. Wyciągnęła z pod płaszcza metalowy drążek,który rozrósł się na dwie strony.Musiałam przyznać robił wrażenie.Nie widziałam jeszcze takiej broni.Wydawała się taka oczywista i nudna jednak patrząc jak się nią posługuje odrzucałam od siebie tą myśl.
 Dziewczyna machnęła parę razy swoją bronią a wampir był nią przebity jak szaszłyk.
 Drążek wrócił do swojego krótkiego wymiaru.Postać włożyła ją do specjalnej pochw,przy boku i stała przez chwila w jednej pozycji.
 -Kim jesteś?-spytałam podchodząc do Tori.Postać nie odpowiedziała mi i stała jak by ją to zamurował.
 -Kim ty jesteś?-zapytałam ponownie,tym razem bardziej stanowczo,aczkolwiek i tym razem nie dostałam żadnej odpowiedzi. Brunetka nawet nie drgnęła.Wydawało mi się,że spojrzała się na nas i szybko uciekła w nieznanym mi kierunku.
 Złapałam Tori za rękę i chwyciłam ją za bok po czym skierowałyśmy się w stronę gdzie zawsze czekała na nas Serafina.
 -Co się stało?-spytała poruszona gdy położyłam ranną przyjaciółkę na trawie.
 -Jakiś wampir ją zaatakował.-powiedziałam.
 -Ty też jesteś ranna.-zauważyła.
 -Nic mi nie będzie.
 Droga do skrzydła szpitalnego dłużyła mi się niemiłosiernie.Dano Tori trochę krwi i zszyli ranę na brzuchu.Byłam cały czas za drzwiami i czekałam aż w końcu będę mogła do niej wejść.
 -Jest słaba.Nie męcz jej za bardzo.-uśmiechnęła się Serafina,gdy wychodziła z pokoju.
 Moja przyjaciółka leżała w białej pościeli z lekko skrzywioną miną.
 -Hej ciapo.-powitałam ją przyjaźnie-Lepiej?
 -Tak i dzięki za ciapę.
 -Nie ma za co.Pamiętasz dlaczego on cię napadł?
 -Nie.Po prostu się na mnie rzucił i tyle.Nawet go nie słyszałam.-wzięła głębszy oddech i zacisnęła powieki.
 -Dobra nic już nie mów.Odpoczywaj.
 -Nay.Kim była...
 -Nie wiem Tori.Ale się dowiem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz